Zakres czasowy i treściowy pojęcia “postmodernizmu”, którym zwykło się określać obecny etap w dziejach kultury, jeśli nie mentalności, nie jest pewny. Łatwiej odwoływać się do pewnych symboli. Gdzie ich szukać dla postmodernizmu, jeśli nie wśród tworzyw sztucznych, które w drugiej połowie XX wieku odmieniły tak sztukę, jak codzienność? Może w naszych domach owa epoka rozpoczęła się wtedy, kiedy zaczęliśmy wieszać obrazy na masie mocującej zamiast na gwoździach? Zero dziur w ścianach, maksimum tymczasowości. Trawestując klasyka – “giętka” nowoczesność.
Wykorzystywana do takich celów guma marki PATAFIX stanęła w centrum utworu reBounce Tymoteusza Karasia-Tęczy. Do membrany kotła zostało tu przyklejone 40 kawałków masy, które w trakcie grania są stopniowo odklejane, wydając charakterystyczny dźwięk i redukując stłumienie membrany. Jak czytamy w legendzie partytury, baza brzmień rozciąga się od “odklejania” gumy po ,”pocieranie” membrany kauczukowym powerballem, jak też tradycyjne uderzanie w nią pałką. Część kompozycji jest ustrukturyzowana, część pozostawiono swobodnie zakomponowanej improwizacji.
Efekt może miejscami przypominać styl Iannisa Xenakisa, który dla autora stanowi ważną inspirację. W tytule i pierwszej figurze rytmicznej pojawiają się odwołania do Rebonds A i B greckiego kompozytora. O ile jednak u Xenakisa jeden muzyk gra na wielu instrumentach, w reBounce mamy dwóch wykonawców stojących nad jednym kotłem. A jego nieodkryty potencjał ma wydobyć odklejany rytmicznie PATAFIX. Na koniec już w tempie marszowym.
Kompozytor nie rości sobie pretensji do postmodernistycznych interpretacji utworu, które na gruncie muzycznym pozostają jeszcze bardziej wątpliwe. Jego konceptualna praktyka wypływa z poszukiwania nieznanych brzmień, nie z założonej uprzednio refleksji teoretycznej. Nie orzeka więc, ale pokazuje – jak można opowiedzieć jeden z tych dziwnych dźwięków, który zaskoczył nas kiedyś w domu.