Utwór Biały środek (żółty, różowy, lawendowy) to muzyczna interpretacja znanego dzieła Marka Rothko. Obraz sprzedany w 2007 roku za 73 miliony dolarów Tymoteusz Karaś-Tęcza obrócił o 90 stopni i dostosował formę kompozycji do następujących po sobie segmentów kolorów. Kolejne faktury harmoniczne stały się dźwiękowymi odpowiednikami barw, których trwanie możemy prześledzić na udostępnionym na Youtubie nagraniu patrząc na przesuwający się wskaźnik.
Czy da się je nazwać? Precyzyjnie – tylko technicznym językiem muzyki. Przy żółtym kolorze słyszymy klarnet, saksofon, fagot, waltornię i puzon, razem kreujące efekt heterofonii. “Spokój” przerywa czerń. Wraz z białym środkiem powraca repetytywna faktura i zaczynają dominować wysokie dźwięki, jasne i szkliste “igiełki” – to akordeon. Przy lawendowej barwie faktura staje się quasi-punktualistyczna, instrumenty smyczkowe stanowią kontrapunkt dla heterofonii (tak jak przy żółtym) prowadzonej przez instrumenty dęte. Na początku, końcu i przy przejściach daje jeszcze o sobie znać barwa ramki, przełożona na jeden charakter melodyczny wykonywany przez różne grupy instrumentów.
Czy możemy przywołać więcej “cudzysłowów”, tj. mniej precyzyjnego języka? Karaś-Tęcza proponuje czasem porównania – np. przy kolorze żółtym można mówić o jednym zdaniu, które powtarza się bez zmiany sensu, ale zmieniają się w nim słowa. Jednak zasadniczo wolałby tego nie robić. Obraz Rothko jest abstrakcją, a muzyka, przekonuje, to najbardziej abstrakcyjna ze sztuk. Czemu nie zadowala nas tłumaczenie z oka na ucho bez pośrednictwa słów? Czemu przy lawendowym musi pojawić się skojarzenie z “ogrodem”?
Autor szukał związków innego rodzaju i znalazł je. Okazało się, że po nałożeniu koła kwintowego na koło barw i skorelowaniu pierwszego akordu z pierwszym kolorem, kolejne zestawienia dźwięk—barwa wypadały zaskakująco spójnie. Ile jeszcze powiązań znajdziemy, jeśli pozwolimy abstrakcji być abstrakcyjną?